Katarzyna Gnatowska

z domu Teriaszwili

leon_memorial_p9_1Nigdy nie poznałem mojej matki. Zmarła miesiąc po moich narodzinach. Jej obraz układałem z opowieści ojca, członków rodziny, przyjociół. Wszyscy mówili mi, jak piękną kobietą była ta pół Gruzinka – pół Rosjanka austriackiego pochodzenia.

 

Katarzyna była córką majora Konstantego Teriaszwili, zawodowego oficera w armii Piłsudskiego. Major Teriaszwili zginął w 1939 roku broniąc Warszawy. On także leży na Powązkach.

 

Urodziła się i wychowała w Poznaniu, gdzie stacjonował jej ojciec. Po ukończeniu szkoły rozpoczęła na tamtejszym Uniwersytecie studia filozoficzne, które jednak przerwała wojna.

 

W 1943 wraz ze swoją matką, a moją babcią oraz bratem Jankiem, moim wujem, który mieszka obecnie w Argentynie, opuściła Polskę i udała się do Włoch, by, według oficjalnej wersji, zamieszkać z krewnymi pod Mediolanem. Dzięki austriackiemu pochodzeniu mojej babki Niemcy zezwolili na podróż. Prawdziwym ich celem było jednak przekroczenie linii wroga i dołączenie do polskich sił zbrojnych, do Drugiego Korpusu, który napierał we Włoszech.

 

leon_memorial_p10_1leon_memorial_p10_2

Podróż zajęła im jednak wiele czasu i dopiero w połowie 1944 udało im się przekroczyć niemieckie pozycje i połączyć z polską Armia. Wujek Janek natychmiast przyłączył się do wojska i służył w stopniu podporucznika, a moja mama przyłączyła się do Drugiego Korpusu jako ochotniczka Czerwonego Krzyża.

 

leon_memorial_p10_3Pewnego dnia mój ojciec, wówczas stacjonujący nieopodal Forli (już po słynnej bitwie o Monte Cassino) odwiedzał obóz przejściowy dla polskich uchodźców, chcąc dowiedzieć się więcej o wydarzeniach w kraju pomiędzy 39 a 44 rokiem. Został skierowany do biura administracji sekcji polskiej, gdzie pracowała moja matka. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

 

Zabiegał o jej względy, wreszcie oświadczył się, a pod koniec 1944 roku wzięli ślub w Katedrze w Modenie. Większą część roku 1945 spędzili we Włoszech, a z początkiem 1946 udali się do Anglii. W listopadzie 1946 roku urodziłem się ja. Matka moja zmarła w styczniu 1947 roku.

 

Mój ojciec nigdy już nie ożenił się i do końca swoich dni pozostał wierny tej miłości. Został pochowany w Londynie, dokąd przeniesiono także prochy mojej matki (pochowanej wcześniej w Walii) by mogli spoczywać razem. Teraz zostaną pochowani razem na Powązkach, w kraju tak ukochanym przez ojca.

 

* * *

leon_memorial_p11_1W 1994 roku byłem w Warszawie służbowo i postanowiłem pojechać dokądś tramwajem. Zauważyłem, że bacznie przypatruje mi się pewna starsza pani. Jej wzrok wpatrzony we mnie denerwował mnie, postanowiłem więc wysiąść na następnym przystanku. Starsza pani jednak podeszła do mnie i zapytała. Czy nazwisko Katarzyny Teriaszwili jest mi znane. Widząc jaki wstrząs wywołało to pytanie, przeprosiła i wyjaśniła, że była jej najlepszą przyjaciółką w czasach posnańskich, że chodziły razem do szkoły i jak bardzo byłem do niej podobny. Wysiedliśmy na najbliższym przystanku razem, poszliśmy do kawiarni, gdzie usłyszałem wiele o Kasi. Ostatni raz przyjaciółki widziały się w 1943, jednak w czasie wojny kontakt urwał się. Ja dopowiedziałem resztę, tak, jak opisałem to tutaj. Umówiliśmy się na spotkanie gdy znów będę w Warszawie, przyjaciółka mamy zmarła jednak, nim mogłem dotrzymać słowa.

 

Maciej Gnatowski